Trump się przeliczył. Islamski reżim ma nad nim strategiczną przewagę [ANALIZA]

Chociaż Chameneia już nie ma, jego polityczne dziedzictwo pragmatycznego ekstremizmu pozostaje i nadal może wpływać na podejmowanie decyzji przez jego następców, jeśli tylko zechcą na to pozwolić. Jednak wcale pewne, że Strażnicy Rewolucji dokonają takiego wyboru. Ich dotychczasowe działania to nic innego jak ekstremizm, a ich nieustępliwa kontrola nad irańskim społeczeństwem i instytucjami jest obecnie niemal całkowita.
W 2013 r. Chamenei zdecydował, że aby ocalić Islamską Republikę, Iran musi podjąć negocjacje z pięcioma światowymi mocarstwami w sprawie programu jądrowego. Było to poważne ustępstwo polityczne, które irańscy ekstremiści zinterpretowali jako upokarzającą kapitulację. Chamenei nie był umiarkowanym politykiem: był radykalnym szyickim islamistą, ale potrafił być pragmatyczny. Ze względu na obawy przed nieugiętymi twardogłowymi w kierownictwie kraju był zmuszony przedstawić przekonujące wyjaśnienie.
Podczas spotkania z najwyższym dowództwem Strażników Rewolucji argumentował, że w średniowiecznej arabskiej książce, którą sam przetłumaczył na język perski, szanowany autor wyjaśnił motywy drugiego imama szyickiego, Hassana bin Ali bin Abi Taleba, kiedy zgodził się zrzec się prawa do kalifatu na rzecz Muawiji, głowy rywalizującej rodziny. Książka wyjaśniała, że takie ustępstwo stanowiło narmesh-e qahremananeh (“bohaterską elastyczność”) i uratowało społeczność szyicką przed zagładą. Chamenei argumentował, że podobna elastyczność była potrzebna, aby ocalić Islamską Republikę Iranu.
Od tamtego czasu to wyjaśnienie stało się ideologicznym kamieniem milowym w irańskiej kulturze politycznej. W 2015 r. Chamenei zatwierdził podpisanie porozumienia jądrowego Joint Comprehensive Plan of Action (ang. Wspólny Wszechstronny Plan Działania), kierowanego przez Stany Zjednoczone, posługując się tym argumentem.

Portret irańskich najwyższych przywódców wystawiony na straganie. Od lewej Modżtaba Chamenei, ajatollah Ali Chamenei i ajatollah Ruhollah Chomejn, Sana, Jemen, 13 marca 2026 r.YAHYA ARHAB / PAP
Chamenei był nadal tym samym pragmatycznym ekstremistą, ale ówczesny prezydent Ebrahim Raisi, wysoki rangą duchowny, oraz Hossein Amir-Abdollahian, jego minister spraw zagranicznych, byli twardogłowymi ekstremistami. Hossein Salami, dowódca Strażników Rewolucji, również należał do twardogłowych. Irański parlament — który ma ograniczone uprawnienia, ale potrafi skutecznie podsycać emocje — był kontrolowany przez elementy ekstremistyczne, zwłaszcza radykalną partię Padżdari.
Twierdząc (błędnie), że konsulat za granicą jest terytorium irańskim, ten sojusz ekstremistów mocno naciskał na militarną reakcję przeciwko Izraelowi. Chamenei ustąpił. W przeciwieństwie do tego, co wielu sądzi, pełnił on rolę najwyższego arbitra równoważącego rywalizujące frakcje, a nie dyktatora w stylu Józefa Stalina, Mao Zedonga czy Saddama Husajna.
Tuż przed północą 13 kwietnia 2025 r. Iran zaatakował Izrael gradem rakiet i dronów. 19 kwietnia Izrael odpowiedział symbolicznie. Chamenei zrozumiał, że Iran został zdemaskowany i nie jest jeszcze gotowy do bezpośredniej konfrontacji z Izraelem.
Kolejne działania Chameneia zostały sprytnie zaplanowane i przeprowadzone. Umiejętnie doprowadził do wyboru reformisty dr. Masuda Pezeszkiana na prezydenta 5 lipca 2024 r. Pezeszkian prowadził kampanię, kładąc nacisk na ożywienie gospodarcze. Istnieją wszelkie powody, by sądzić, że mówił poważnie.
Prawdziwi władcy Iranu
W dwóch rundach pośrednich negocjacji w lutym 2026 r. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zadowolił się żądaniem zaprzestania wzbogacania uranu. Zrezygnował z trzech dodatkowych żądań amerykańskich i izraelskich: ograniczenia zasięgu irańskich rakiet; zaprzestania wspierania terrorystycznych sojuszników; oraz zobowiązania reżimu do niepopełniania masakr na własnych obywatelach.
Po śmierci Chameneia Iran wystrzelił salwy rakiet i dronów w kierunku 12 sąsiednich państw. Sądząc po jego dotychczasowych działaniach, zmarły najwyższy przywódca nie zatwierdziłby tych ataków, a już na pewno nie przeciwko Omanowi, który dołożył wszelkich starań, by mediować i zapobiec wojnie, oraz Turcji, potężnemu i bardzo przydatnemu “przyjacielowi-wrogowi”.
Zgodnie z konstytucją najwyższym przywódcą musi być najstarszy i najbardziej szanowany duchowny, posiadający głębokie zrozumienie spraw państwowych. Modżtaba Chamenei, kandydat ekstremistów, choć mało znany opinii publicznej, jest doświadczonym politycznym graczem działającym za kulisami. Jest on jednak młodszym duchownym. Uważa się, że posiada jedynie tytuł hujjat al-Islam, najniższy z trzech najwyższych stopni autorytetu duchownego. Powyżej tego poziomu w systemie szyickim znajduje się ajatollah, a następnie ajatollah uzma (wielki ajatollah). Jednak ponieważ nowymi władcami kraju są w rzeczywistości Strażnicy Rewolucji, z ich punktu widzenia najwyższy przywódca pozbawiony znaczącego prestiżu religijnego będzie atutem, ponieważ wierzą, że będzie on słaby i zmuszony do akceptowania ich dyktatu.
IRGC nie mogło pozwolić na wybór wielkiego ajatollaha, takiego jak 67-letni pragmatyczny radykał Ali Reza Arefi. Podobnie jak Ali Chamenei, on również — w pewnym stopniu — trzymałby ich w ryzach. Praktyka IRGC przypomina działania rzymskiej Gwardii Pretoriańskiej, która, począwszy od Klaudiusza w 41 r. n.e., często koronowała tych, których uważała za możliwych do kontrolowania.
Dowódcy Strażników Rewolucji nie zdołali obronić ojczyzny w żadnej z konfrontacji z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, ale obecnie są de facto władcami. Niechętnie dzielą się władzą, obawiają się o swoje życie i kieruje nimi paląca żądza zemsty. Ich decyzja o uderzeniu na wszystkie sąsiednie kraje jest lekkomyślna, ale pokazuje nową linię IRGC polegającą na całkowitej konfrontacji.
Możliwe scenariusze rozwoju sytuacji
Prawdopodobny: wzajemne wyczerpanie i zawieszenie broni, nieosiągnięcie maksymalnych celów USA, przetrwanie reżimu
Dość prawdopodobny: przedłużająca się wojna na wyniszczenie
Jeśli zabraknie żywności, wody, benzyny lub prądu, są gotowi poświęcić miliony własnych obywateli, aby ocalić siebie. IRGC zaspokoją potrzeby elity, pozwalając jednocześnie innym Irańczykom głodować. Oznacza to, że podczas gdy długa wojna na wyczerpanie jest bardzo problematyczna dla USA i Izraela, a także dla państw arabskich Zatoki Perskiej i rynku ropy, reżim jest w stanie ją przetrwać. Niedawno źródła IRGC zasugerowały taką strategię.
Jeszcze bardziej niż dotychczas reżim będzie zachowywał się jak pasożyt, który kwitnie, podczas gdy jego żywiciel, czyli większość irańskiego społeczeństwa, usycha. Kiedy ludzie nie będą mieli jedzenia, wody ani energii, mogą zmienić zdanie: mogą zacząć krytykować Stany Zjednoczone i Izrael oraz popierać islamską rewolucję. Międzynarodowa społeczność humanitarna potępi Stany Zjednoczone i Izrael i zacznie dostarczać pomoc humanitarną do Iranu, tak jak zrobiła to w przypadku Huti w Jemenie. Embargo straci na znaczeniu, a reżim się odrodzi.

Irańczycy na pogrzebach dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i innych osób, które zginęły w pierwszych dniach amerykańskich i izraelskich ataków na Iran, 11 marca 2026 r.Atta Kenare AFP / AFP
Mało prawdopodobny: masowe powstanie ludowe
Stany Zjednoczone i Izrael mają nadzieję, że irański naród wystąpi przeciwko reżimowi i wezwały go do działania. W przeciwnym razie, bez zaangażowania amerykańskiego lub izraelskiego na miejscu, trudno sobie wyobrazić, jak ich bombardowania, mimo że są bardzo niszczycielskie, mogłyby obalić reżim. Na północy i południowym wschodzie znajduje się kilka tysięcy bojowników kurdyjskich i beludżyjskich, ale bez skoordynowanego wsparcia lądowego i powietrznego nie mają oni szans w starciu z irańską machiną wojenną. Nie pojawia się żadna alternatywna przywództwo ani armia opozycyjna. Reżim jest zdesperowany, więc użyje pełnej siły przeciwko powstańcom.
Mało prawdopodobny: pęknięcie na szczytach władzy i pragmatyczne wyjście z kryzysu
Możliwy, ale ryzykowny i bardzo mało prawdopodobny: kampania lądowa USA i Izraela
Jeśli połączone siły zbrojne znajdą dobry punkt wkroczenia, tak jak w przypadku Iraku w 2003 r., rozpocznie się kampania lądowa przy pełnej kontroli przestrzeni powietrznej, która potrwa kilka tygodni. IRGC i paramilitarna formacja Basidż nie będą w stanie jej powstrzymać. Artesz, czyli armia regularna, może nie wziąć udziału w walkach. Podczas kampanii w Iraku w marcu i kwietniu 2003 r. siły sojusznicze poniosły niewielkie straty. To późniejsza okupacja Iraku kosztowała je ponad 4000 ofiar śmiertelnych i znacznie więcej rannych. Oznacza to, że wojska najeźdźcze będą musiały opuścić kraj natychmiast po obaleniu reżimu. Irańczycy będą musieli poskładać wszystko, co zostało i zbudować nowy porządek.




