Business

Inwestowanie w biżuterię pod lupą. Na co uważać, by nie utopić pieniędzy

Według prognoz McKinsey&Company do 2028 r. sprzedaż biżuterii będzie rosła o ok. 4 proc. rocznie — czterokrotnie szybciej niż w przypadku odzieży. A to oznacza, że można na niej zarobić — podobnie jak na sztuce czy zegarkach.

Inwestycja w biżuterię — tak jak każda inna — wiąże się jednak z ryzykiem. Katarzyna Depa, gemmolożka, rzeczoznawczyni jubilerska i ekspertka rynku biżuterii, w rozmowie z Business Insiderem tłumaczy, na co uważać.

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością bywa rozczarowujące: termin “biżuteria inwestycyjna” jest w dużej mierze umowny. — Uważam, że biżuteria inwestycyjna nie istnieje, ale każda biżuteria może być dobrą inwestycją — podkreśla Katarzyna Depa.

Rekordy notowań i nagłe spadki cen kruszców

Przełom 2025 i 2026 r. przyniósł spektakularny wzrost cen kruszców. Cena srebra skoczyła z 50 do 110 dol. za uncję, notując najwyższy wynik w historii. W efekcie nawet biżuteria kupowana w ramach prezentu zaczęła być postrzegana jako forma zabezpieczenia kapitału.

— Właśnie w takich momentach można zarobić na tzw. lokatówkach — ciężkich złotych bransoletach czy złotych łańcuchach, które historycznie służyły jako magazyn wartości — wyjaśnia Katarzyna Depa.

Bransolety złote lokatówki
Bransolety złote lokatówki


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

To popularna oferta, m in. wśród włoskich producentów. Rzeczoznawczyni zastrzega jednak, że prawdziwe “lokatówki” powinny ważyć swoje, jak sama nazwa wskazuje — to lokata kapitału, choć warto patrzeć na nią też pod kątem dizajnu, który może mieć dodatkową wartość w kategorii vintage.

Studzi też oczekiwania tych, którzy liczą na szybki zysk. W przeciwieństwie do np. gry na giełdzie biżuteria zyskuje na wartości w perspektywie co najmniej 5-10 lat.

— Ostatnie dni pokazały, że korekty na rynku metali szlachetnych były i pozostają znaczące, co nie zahamowało popytu na biżuterię. Wyraźnie większym zainteresowaniem cieszyły się przy tym wyroby pozbawione kamieni szlachetnych — prostsze w formie, silniej powiązane z wartością samego kruszcu, a przez to postrzegane jako bardziej “inwestycyjne” i odporne na wahania trendów. Jednocześnie, co mnie bardzo cieszy, rośnie świadomość kupujących, którzy coraz częściej łączą funkcję estetyczną biżuterii z jej rolą jako materialnego nośnika wartości — zaznacza Depa.

Czytaj także: Ceny srebra ostro w dół. Spekulanci opuszczają rynek

"Lokatówki" to nie tylko łańcuchy. Na zdjęciu złote bransolety 18K, Kolekcja Syncret Vintage
“Lokatówki” to nie tylko łańcuchy. Na zdjęciu złote bransolety 18K, Kolekcja Syncret Vintage


|
Syncret Vintage

W co warto inwestować?

Potencjał inwestycyjny w segmencie biżuterii wykracza daleko poza same kruszce — gemmolożka wskazuje na kilka konkretnych nisz. Jedną z najciekawszych są obecnie perły.

— Wiek ludzi pracujących przy perłach diametralnie wzrósł, młodych po prostu nie ma — mówi Depa. Do tego dochodzą problemy z czystością wód oraz szkody po sztormach, które zmniejszyły powierzchnię farm. Nawet jeśli perłopławy w końcu zaczną produkować odpowiednią ilość pereł, to minie kilka lat, zanim rynek się ustabilizuje.

Perły South Sea nieoprawione - badanie i mierzenie pereł
Perły South Sea nieoprawione – badanie i mierzenie pereł


|
fot. Andrzej Jung / Jung Jewellery

Tymczasem popyt na perły nie słabnie, a ceny rosną nieprzerwanie od czterech lat. W efekcie perły stają się dziś jedną z najciekawszych nisz na styku biżuterii, kolekcjonerstwa i inwestycji w dobra rzadkie. — Kupienie kolczyków z wysokiej jakości perłami South Sea czy naszyjnika z perłami Akoya może być dobrą inwestycją — prognozuje Katarzyna Depa.

Drugim filarem są dzieła autorskie i historyczne. Przykładem jest Joel Arthur Rosenthal (JAR) — paryski twórca haute joaillerie, który tworzy zaledwie kilkadziesiąt sztuk rocznie dla wąskiego grona klientów.

Pierścionek i brosza JAR, czyli Joela Arthura Rosenthala na wystawie w Metropolitan Museum of Art
Pierścionek i brosza JAR, czyli Joela Arthura Rosenthala na wystawie w Metropolitan Museum of Art


|
Lev Radin / Shutterstock

— Gdy jego prace pojawiają się na aukcjach, regularnie przekraczają estymacje. Porównując ceny sprzed 10–15 lat z dzisiejszymi wynikami aukcyjnymi, widać znaczący wzrost wartości — podkreśla gemmolożka. To właśnie niedostępność i uznanie, już teraz, jeszcze za życia artysty czynią jego biżuterię tak cenną.

Pierścionek współczesny motywem węża z diamentami z kultowej kolekcji Serpenti, marki Bvlgari
Pierścionek współczesny motywem węża z diamentami z kultowej kolekcji Serpenti, marki Bvlgari


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

Równolegle rośnie popyt na biżuterię sygnowaną przez najbardziej prestiżowe domy jubilerskie. W tym segmencie liczy się nie tylko materiał, lecz także autorstwo, pochodzenie i rozpoznawalność marki, co czyni takie obiekty wyjątkowo odpornymi na wahania trendów.

Biżuteria szlachetna ze znanych domów jubilerskich
Biżuteria szlachetna ze znanych domów jubilerskich


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

Równie cenne są rzadkie okazy z poprzednich wieków i dekad — biżuteria art déco, brutalistyczna biżuteria skandynawska czy hiszpańska biżuteria z XVI wieku, z kamieniami pochodzącymi z kolonialnej Brazylii i Kolumbii. — Przez 300-400 lat nikt tego nie przetopił, co samo w sobie jest już wartością — zauważa Depa.

Selekcja zegarków i biżuterii szlachetnej dawnej i antykwarycznej i vintage włoskiego dealera biżuterii
Selekcja zegarków i biżuterii szlachetnej dawnej i antykwarycznej i vintage włoskiego dealera biżuterii


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

Diamenty z zamkniętych kopalni

Kolejną ciekawą niszą są kamienie z zamkniętych kopalni. Kilka lat temu głośna była historia różowych i czerwonych diamentów z kopalni Argyle w Australii. — Po zamknięciu kopalni ceny zaczęły gwałtownie rosnąć — wyjaśnia Depa.

Podobna historia jest z turmalinami Paraiba, czy szmaragdami z Kolumbii. Wysoka jakość tych kamieni szlachetnych idzie w parze z ich niedostępnością na rynku, a przez to i z wysoką ceną.

Czytaj też: Co zrobić z oszczędnościami? Sześć gotowych strategii eksperta od inwestycji

Inwestycyjne pułapki. Kluczowa jest wiedza o niszach rynku

Wąskie, wysokojakościowe nisze biżuteryjne i jubilerskie coraz częściej stają się dziś najciekawszym obszarem do inwestowania. Tak jest również z historycznymi stopami metali czy wczesnymi syntetycznymi kamieniami kolorowymi z okresu art déco — o ile mają udokumentowane pochodzenie i są w oryginalnym stanie.

Katarzyna Depa przestrzega jednak przed inwestowaniem w kamienie syntetyczne. Jeszcze pięć-siedem lat temu mieliśmy do czynienia z gorączką inwestycyjną wokół diamentów laboratoryjnych. Powstały schematy inwestycyjne oparte na obietnicy szybkiego zysku.

Diament laboratoryjny w formie nieoszlifowanej
Diament laboratoryjny w formie nieoszlifowanej


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

— Nikt nie sprawdzał, czy te pierścionki faktycznie były potem sprzedawane i czy ich wartość rosła — wspomina Depa. Dziś wiadomo, że nie rosła. Diamenty syntetyczne sprawdzają się w codziennej biżuterii, jednak jako inwestycja to stracone pieniądze.

Biżuteria kostiumowa

Ciekawą, choć bardziej skomplikowaną formą inwestycji jest biżuteria kostiumowa. Po II Wojnie Światowej, gdy dostęp do metali szlachetnych był ograniczony, powstała cała gałąź biżuterii ze stopów metali nieszlachetnych. Biżuterię taką projektował nawet Salvador Dalí — jego prace wykonane zarówno w złocie, jak i w stopach nieszlachetnych, są dziś kolekcjonerskie.

Klipsy, biżuteria kostiumowa kolekcjonerska z kolekcji marek modowych tj Dior, Chanel, Celine z lat 70-90 XX wieku
Klipsy, biżuteria kostiumowa kolekcjonerska z kolekcji marek modowych tj Dior, Chanel, Celine z lat 70-90 XX wieku


|
Paulina Dębowska / Solene Vintage

— Wyzwaniem jest wycena i autentyczność — zastrzega Depa. — Mało kto dzisiaj mówi o tym, czy biżuteria nie została powtórnie pozłocona. Bez spektrometru i dokładnej dokumentacji trudno to sprawdzić. Choć rynek biżuterii kostiumowej rośnie — szczególnie w segmencie amerykańskich i francuskich marek z lat 60 — 80. XX w. — wymaga on jeszcze większej wiedzy niż biżuteria szlachetna.

Fenomen PRL-u: Orno, Warmet i fałszywe punce

Osobnym, niezwykle gorącym trendem inwestycyjnym nad Wisłą jest renesans biżuterii z okresu PRL, sygnowanej przez spółdzielnie takie jak Orno, Warmet czy Imago Artis. Choć wyroby te były produkowane masowo, wiele z nich zostało przetopionych w latach 90. i 2000., gdy liczyła się tylko masa kruszcu, co dziś czyni zachowane egzemplarze rzadkimi i poszukiwanymi. Rzeczoznawczyni ostrzega jednak, że ten sentymentalny boom przyciągnął fałszerzy.

oznaczenia ORNO (lewa strona) i Imago Artis (prawa strona)
oznaczenia ORNO (lewa strona) i Imago Artis (prawa strona)


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

— Ciekawe jest to, jak dużo biżuterii Warmetu czy Orno jest podrabiane. Oryginalne punce (oznaczenia wytwórcy) mogą być wycinane z uszkodzonego, tańszego elementu i wlutowane w inny wyrób, by sztucznie podbić jego wartość. Bez dokładnej znajomości katalogów i historii wzorów tych marek, łatwo wydać duże kwoty na falsyfikat — punktuje Katarzyna Depa.

Polska specyfika. Uwaga na “składaki” i ekspertyzy

Inwestowanie w Polsce wiąże się ze specyficznym ryzykiem. Rynek zalewają przedmioty źle opisane lub przerabiane. Powszechną praktyką jest przerabianie na pierścionki dawnych broszek czy spinek do mankietów. Dla laika wyglądają pięknie, dla eksperta są “przeszczepami” o obniżonej wartości.

Często też zachęceni zdjęciami i opisem nie doczytamy, że jest to wyrób nowy, ale stylizowany np. na art deco, którego popularność jako epoki jubilerskiej z roku na rok rośnie, a nie oryginalny wyrób z epoki. To dużo zmienia.

Pierścionek koktajlowy z diamentami (białe i centralny w barwie fantazyjnej żółtej)
Pierścionek koktajlowy z diamentami (białe i centralny w barwie fantazyjnej żółtej)


|
fot. Andrzej Jung / Jung Jewellery

Ogromnym problemem jest też jakość samych dokumentów potwierdzających dany obiekt jubilerski. Gemmolożka opowiada o przypadku pierścionka z diamentem w szlifie rozetowym, który trafił na aukcję z estymacją około 200 tysięcy złotych.

— Sądzę, że estymacja tego wyrobu była oparta na ocenie kamienia w szlifie rozetowym metodami stosowanymi dla oceny kamieni w szlifie brylantowym, co w mojej ocenie jest błędem — tłumaczy. — Na świecie takie kamienie ocenia się holistycznie i historycznie, patrząc na cały kontekst pierścionka, a nie tylko na sam kamień. W Polsce nie wypracowano jeszcze spójnych zasad dla takich wycen. W efekcie estymacje bywają zawyżone, a klient kupuje przedmiot, którego faktyczna wartość jest znacznie niższa od ceny aukcyjnej.

Ile trzeba mieć, by zacząć inwestować?

Próg wejścia w świat poważnej biżuterii kolekcjonerskiej ekspertka szacuje na 15–30 tys. złotych. To kwota, która pozwala szukać unikatowych obiektów jubilerskich, także na rynkach zagranicznych — we Francji, Hiszpanii czy Belgii. W tych krajach funkcjonuje znacznie więcej antykwariuszy i dealerów specjalizujących się w dawnej biżuterii, a standardy oceny, weryfikacji i dokumentacji są wyższe niż w Polsce.

Witryna belgijskiego dealera biżuterii dawnej i antykwarycznej
Witryna belgijskiego dealera biżuterii dawnej i antykwarycznej


|
Kasia Depa / Kasia Depa (archiwum prywatne)

Ekspertka podkreśla, że biżuteria wcale nie musi leżeć w sejfie. — Można zacząć od mniejszych form: kolekcjonowania spinek do mankietów, szpilek do marynarek czy “bałwanków” — klasycznych diamentowych kolczyków na zapięciu angielskim — radzi Depa.

Biżuteria łączy wartość finansową z użytkową i symboliczną, jednak jej kluczową przewagą nad innymi aktywami pozostaje mobilność. Podczas gdy transport sztabek złota czy sprzedaż nieruchomości wiążą się z licznymi formalnościami, jest to kapitał, który można mieć zawsze przy sobie.

— Naszyjnik po prostu zakładasz na szyję i wyjeżdżasz. I choćby dlatego lepiej mieć naszyjnik na szyi niż sztabkę złota w kieszeni — podsumowuje Katarzyna Depa.

Ashley Davis

I’m Ashley Davis as an editor, I’m committed to upholding the highest standards of integrity and accuracy in every piece we publish. My work is driven by curiosity, a passion for truth, and a belief that journalism plays a crucial role in shaping public discourse. I strive to tell stories that not only inform but also inspire action and conversation.

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button