Business

Polski zbrojeniowy kolos czeka na decyzję. Europa nie czeka, wykorzystuje okienko i idzie na giełdę

Na zakończonym właśnie 33. Międzynarodowym Salonie Przemysłu
Obronnego w Kielcach wybrzmiały słowa ministra obrony, że przemysł zbrojeniowy
będzie jedną z pięciu kluczowych gałęzi polskiej gospodarki. Jeśli tak, to
warto, aby tak ważny sektor miał swojego dużego przedstawiciela na giełdzie.
Kandydatów jest kilku, ale tylko debiut lidera spełniłby oczekiwania rynku, który w Europie szykuje się już do kilku ofert. 

Polski zbrojeniowy kolos czeka na decyzję. Europa nie czeka, wykorzystuje okienko i idzie na giełdę
Polski zbrojeniowy kolos czeka na decyzję. Europa nie czeka, wykorzystuje okienko i idzie na giełdę
fot. Jacek Szydłowski / / FORUM

Najważniejszą firmą przemysłu obronnego w Polsce jest
należąca do państwa Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ). Największy prywatny koncern
to z kolei Grupa WB, specjalizująca się w systemach dronowych. Ponadto kandydatami
do giełdowego debiutu może być spora cześć spółek zależnych PGZ, takich jak
Mesko, Huta Stalowa Wola (HSW), radomska Fabryka Broni „Łucznik” czy choćby
Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy. Wsponmieć też można o firmie Hertz, produkującej systemy antydronowe. 

W tym momencie na
rynku głównym warszawskiej giełdy jest kilka spółek, które realizują
zlecenia dla wojska, jednak nie mają w ofercie dostaw uzbrojenia. Na NewConnect
pojawiła się w tym roku Grupa Niewiadów, która owszem oferuje uzbrojenie, ale jej
upublicznienie odbyło się tylnym drzwiami poprzez odwrotne przejęcie tworu
o nazwie Polska Grupa Militarna, który wyewoluował ze spółki zajmującej się w
branżą inwestycyjną oraz próbującej swoich sił w sektorze gier i blockchain.

Sektor zbrojeniowy to od
kilku lat jedna z najbardziej gorących inwestycyjnych branż na rynkach
kapitałowych. W
tym roku szczególnie interesująca w wydaniu europejskim po zapowiedziach przeznaczenia
na obronność 800 mld euro przez UE, ogłoszonych zwiększonych wydatków na
niemiecką armię oraz zobowiązania krajów NATO do wydatkowania 5 proc. PKB na
obronność.

Pozytywny sentyment wokół branży podnosi ceny akcji
europejskich spółek zbrojeniowych na historyczne szczyty. Kurs niemieckiego Rheinmetallu
zyskał w tym roku około 230 proc., a przez trzy ostatnie lata ponad 1000 proc.,
osiągając kapitalizację wynoszącą przeszło 76 mld euro. Inwestorzy wierzący w
długoletnią zmianę trendu w wydatkach na wojsko wysoko cenią branżowe spółki.

Wszystko, co wiąże się z umowami dla wojska, rozgrzewa emocje
inwestorów na giełdzie. W 2024 r. Zakłady Sprzętu Precyzyjnego należące do
wspomnianej Grupy Niewiadów, odpowiedzialne za „wojskową” część jej
działalności, wypracowały tylko 67,7 mln zł przychodów i 820 tys. zł zysku, ale
większa obecność
w łańcuch dostaw dla armii i ogłoszone nowe
umowy i plany sprawiają, że inwestorzy wyceniają spółkę już na ponad
2 mld zł.

Pięć raz mniej warty na giełdzie jest obecnie Bumech,
którego podstawową działalnością jest wydobycie i sprzedaż węgla, ale gdy firma
ogłosiła, że chce wejść
w sektor obronny i zajmować się produkcją pojazdów opancerzonych,
cena jej akcji w nieco ponad miesiąc zyskała na wartości 215 proc. Więcej
przykładów zbrojeniowej gorączki? Greenevia, gdy tylko podała, że ma tylko list
intencyjny z PGZ, który może w nieokreślonej przyszłości skutkować rozpoczęciem
działalność w sektorze zbrojeniowym, jej akcje na jednej tylko sesji
zyskiwały nawet 39 proc. Akcje Lubawy na zbrojeniowej hossie zyskały w tym roku
już ponad 100 proc., Zrembu ponad 90 proc.

Mówiąc krótko, moment na ewentualny debiut giełdowy
sektorowej firmy jest wymarzony i pozwala nie tylko z sukcesem przeprowadzić
ofertę publiczną, ale także jeszcze dobrze zacząć giełdową historię notowań.
Debiutujący w czerwcu na GPW Arlen, dostarczający umundurowanie dla wojska i służb, nie tylko bez problemu sprzedał w IPO wszystkie akcje
(redukcja zapisów wyniosła 87 proc.), wyceniając firmę na przeszło 770 mln zł,
ale jego kurs zyskał w nieco dwa miesiące od wejścia na giełdę przeszło 25 proc.
(od ceny z oferty), a firma zbliża się do 1 mld zł kapitalizacji rynkowej.

Dobra koniunktura musi rodzić pytanie, czy może na niej
skorzystać państwo poprzez upublicznienie swoich największych spółek
zbrojeniowych, w tym przede wszystkim integrującej je wszystkie Polskiej Grupy
Zbrojeniowej. „Myślę, że to jest dobry pomysł do rozważenia, z tym że to też
zależy od momentu, w którym na taką giełdę warto by było holding wprowadzić” – mówił
w kwietniu w wywiadzie dla Bankier.pl poprzedni p.o. prezesa PGZ Arkadiusz Bąk.
Z punktu widzenia otoczenia rynkowego, moment wydaje się idealny. A z puntu
widzenia PGZ?

Pytany pod koniec sierpnia przez Gazetę Wyborczą o to czy
GPW to dobre miejsce także dla spółek zbrojeniowych, nowy minister aktywów
państwowych Wojciech Balczun odpowiedział: „W tej sprawie prowadzimy bardzo
głęboką wewnętrzną dyskusję”. Powiedział także, że giełda z zasady jest dobrym
miejscem dla firm. Dodał jednak, że nie każda strategia spółki, zakładana przez
ministerstwo, musi być zbieżna z wejściem na giełdę. Historia kryjąca się za
PGZ także wskazuje, że spółka może inwestorom „sprzedać” ciekawą opowieść o rosnącym
biznesie i coraz lepszych perspektywach, czyli to, co inwestujący kochają najbardziej.

PGZ czyli co?

Polska Grupa Zbrojeniowa to krajowy lider branży skupiający
kilkadziesiąt zakładów przemysłowych, obiektów serwisowych i ośrodków
badawczych kluczowych dla polskiego przemysłu obronnego. Według raportu
rocznego w skład Grupy bezpośrednio lub pośrednio wchodziło 56 spółek, w tym
tak znane marki jak wspomniane HSW, Mesko, Bumar- Łabędy, czy Łucznik.

PGZ z siedzibą w Radomiu jest kontrolowana przez państwo polskie, które poprzez Skarb Państwa posiada 60,38 proc. akcji w jednostce
dominującej Grupy. Pozostałymi udziałowcami są także w pełni zależne od państwa
Polski Holding Obronny (20,5 proc.) oraz Agencja Rozwoju Przemysłu (19,12 proc.).

PGZ prowadzi działalność we wszystkich kluczowych segmentach
rynku zbrojeniowego i wzmacnia w nich potencjał obronny Polski, partycypując w programie
WISŁA (system obrony powietrznej średniego zasięgu), NAREW (system obrony
powietrznej krótkiego zasięgu), MIECZNIK (fregaty).

W swojej ofercie PGZ proponuje m.in. system obrony
powietrznej bardzo krótkiego zasięgu z zestawem POPRAD, kołowy transporter opancerzony
ROSOMAK, samobieżny moździerz RAK, samobieżną armatohaubicę KRAB o kalibrze 155
mm, system minowania narzutowego BAOBAB, system przeciwlotniczy PILICA,
przenośne zestawy przeciwlotnicze PIORUN oraz indywidualne wyposażenie
żołnierza z cenionym karabinku GROT.

To tylko najpopularniejsze uzbrojenie, a przecież są jeszcze
wojskowe samochody produkowane przez Jelcza czy paleta sprzętu wyposażenia osobistego
żołnierza, jak hełmy czy kamizelki kuloodporne. Według rankingu SIPRI w 2023 r.
PGZ była 64. największą zbrojeniową firmą świata pod względem przychodów.

SIPRI

Jeszcze w 2013 r., kiedy spółka po utworzeniu zadebiutowała w
popularnym rankingu, była poza pierwszą 100. W kolejnych dwóch latach, gdy
formalnie tworzono Grupę, a więc trwała konsolidacja kilkudziesięciu spółek
przemysłu obronnego, stoczniowego i technologicznego, w rankingu pojawiała się
wyżej. Ostatnie lata to przeważnie 8. i 9. dziesiątka rankingu i w 2023 r.
najwyższe miejsce od blisko 10 lat.

PGZ rośnie jak na drożdżach

Od lat PGZ jest na ścieżce wzrostu i notuje coraz lepsze
wyniki, a perspektywy wydają się jeszcze lepsze. Państwo polskie dziesiątki
miliardów na uzbrojenie chce wydawać przede wszystkim w polskich firmach,
a sama
PGZ chce też eksportować więcej broni zagranicę. We wziętym pod
uwagę rankingu SIPRI, PGZ odnotowała 10,25 mld zł skonsolidowanych przychodów,
o 22,7 proc. więcej niż w 2022 r., gdy było to 8,35 mld zł (+31,4 proc. rdr). W
2024 r. przychody sięgnęły już blisko 14 mld zł, rosnąc o prawie 36 proc. rdr.

Według nowego prezesa PGZ Adama Leszkiewicza, w 2025 r.
Grupa, ma mieć
już ponad 20 mld zł przychodów, czyli o przeszło 43 proc. więcej rdr.
Momentum rozwoju PGZ jest imponujące, a co więcej zysk netto odznacza się
jeszcze większą dynamiką w ostatnich latach, rosnąc o 100 proc. w 2023 r. i o
91 proc. w 2024 r. do blisko 1,7 mld zł.

Przy okazji prezes Leszkiewicz poinformował, że trwają
prace związane z porządkowaniem grupy kapitałowej PGZ. Takie
działania oczywiście służą przed wszystkim poprawie jej efektywności, ale mogą
sugerować, że do potencjalnej decyzji o upublicznieniu spółki jest bliżej niż
dalej. Inwestorzy z największym kapitałem chcieliby zobaczyć nie tylko duży
podmiot z popularnej branży, ale także firmę poukładaną i zoptymalizowaną.

Ciekawą obserwacją, przy rosnącej liczbie pracowników Grupy de facto produkcyjnej, jest duży
udział pracowników nie zajmujących się produkcją. Kilkadziesiąt spółek zależnych
to kilkaset osób w zarządach na stanowiskach kierowniczych, oddzielnych działów
administracyjnych, księgowych czy audytowych. Niestety w firmie cały czas żywe
są historie politycznych awansów, takich jak dotyczący radnej Koalicji
Obywatelskiej z Kielc, która została prezeską Mesko, producenta amunicji i rakiet
Piorun, wcześniej kierując spółką odpowiedzialną za…miejską zieleń. Niezwiązani
z produkcją pracownicy to aż 43 proc. wszystkich zatrudnionych średniorocznie,
których liczba w całej grupie przekroczyła już 20 tys.

PGZ szuka sposobów finansowania, aby jeszcze przyspieszyć
rozwój i chociaż
państwo deklaruje wsparcie w tym zakresie, a PGZ myśli też o bankach, to
pozyskanie kapitału poprzez giełdę (emisja), a przy tym pozyskanie do
dziurowanego budżetu dodatkowych środków (sprzedaż części akcji), może okazać
się rozwiązaniem, na który zdecyduje się jednak rząd.

Decyzja ponad marketingowe siły rządu?

Decyzja może okazać się trudna przede wszystkim ze względów
politycznych. Opozycja zapewne próbowałaby sprzedać narrację o prywatyzacji.
Znienawidzone w latach 90. ubiegłego wieku hasło Polakom kojarzy się
pejoratywnie. Decyzja o ofercie publicznej, wzmocniona zapewne przekazem o utracie
kontroli, dla słabo komunikującego się rządu pewnie byłaby ponad jego siły do
obrony.

Tymczasem Zjednoczona Prawica w czasach gdy rządziła,
odsprzedała według powszechnej opinii ekspertów zbyt tanio, 30 proc. udziałów w
rafinerii gdańskiej Saudi Aramco oraz zbyła kilka innych aktywów Lotosu i
Orlenu, przy tym wmawiając opinii publicznej, że to wielki sukces na drodze do
tworzenia polskiego czempiona, jakim jest Orlen. Posłusznie wykonała zalecenia KE,
nie szukając alternatyw.

Zostawmy jednak komunikacyjne zdolności rządu na boku i
rozejrzyjmy się trochę dookoła, aby zobaczyć, że notowanie akcji zbrojeniowej
firmy na giełdzie to szansa na większy prestiż, przejrzystość oraz
zainteresowanie dużego międzynarodowego kapitału inwestycjami. 

Nie oznacza też utraty kontroli, bo przecież organy spółek notowanych
już na giełdzie takich jak Orlen, PKO, PGE czy Grupa Azoty zdominowane są
przez nominatów rządu, a głosowania akcjonariuszy w najważniejszych kwestiach
padają łupem głosującego za pomocą swoich reprezentantów Skarbu Państwa.

Poza tym istnieje lista firm o strategicznym znaczeniu dla
Polski, która zapewnia ochronę przed wrogim przejęciem, sprzedażą lub innymi
ryzykownymi działaniami kapitałowymi. Z tym, że PGZ na taką listę dopiero trzeba
by wpisać, bo nie została ujęta w aktualnym rozporządzeniu Rady Ministrów w
sprawie wykazu podmiotów podlegających ochronie.

Państwo swoim prawodawstwem może narzucić szczególne
uprawnienia dla siebie wobec spółek zbrojeniowych, co jest praktyką na świecie.
Sprzedaż eksportowa uzbrojenia przez Lockheed Martin, Northrop Grumman, Raytheon
Technologies czy innych amerykańskich gigantów zbrojeniowych wymaga zgody USA,
tak samo jest w przypadku szwedzkiego SAABa, francuskiego Naval Group czy innych
koncernów zbrojeniowych. Akcje wielu z nich są też publicznie notowane, a ich akcjonariaty
czasami są bez żadnego lub znaczącego udziału państwa.

Akcje Lockheed Martin, którego 73 proc. przychodów w 2024 r.
pochodziło od rządu USA,  znajdują się
głównie w posiadaniu inwestorów instytucjonalnych. Największym udziałowcem
szwedzkiego Saaba jest rodzina Wallenberg, mimo to państwo poprzez politykę pozostaje
silnie zaangażowane w nadzór strategiczny nad spółką. Na giełdzie notowany jest
Hanwha Aerospace z Korei Południowej, od którego Polska kupuje armatohaubice
K9. Państwo poprzez Narodowy Fundusz Emerytalny (publiczny fundusz emerytalny w
Korei Południowej) jest w nim oraz kontrolującym go Hanwha Group tylko akcjonariuszem
mniejszościowym.

Zbrojeniowych ofert w Europie coraz więcej

Na koniec, zostając na międzynarodowych wodach kapitałowych,
warto zauważyć, że moment na giełdowy debiut branżowych spółek dostrzegają
inni. W
lutym informowaliśmy, że francusko-niemiecki koncern zbrojeniowy KNDS
produkujący czołgi Leopard przymierza się do debiutu na giełdzie we
Frankfurcie. Z kolei czeski
koncern CSG (Czechoslovak Group) miał wybrać już banki, które mają
przeprowadzić potencjalną pierwotną ofertę publiczną (IPO) w przyszłym roku.
Spółka, która w 2024 r. zanotowała
4 mld euro przychodów (przy około 3,3 mld euro PGZ) i szybko rośnie (przejęcie
Kinetic), może
osiąganą wycenę na poziomie nawet 40 mld euro.

Z kolei niemiecki koncern Thyssenkrupp (notowany na
giełdzie) poinformował
o planie wydzielenia swojego działu budowy okrętów wojennych Thyssenkrupp
Marine Systems (TKMS) i jego debiucie na giełdzie jeszcze w tym roku. Pod
koniec maja Bloomberg poinformował, że szwedzki ​​Snigel produkujący osobiste wyposażenie
żołnierzy (mundury, plecaki i kamizelki kuloodporne) planuje debiut giełdowy w ciągu
dwóch lat. W tym roku na giełdach w Sztokholmie i Helsinkach (dual listing) zadebiutowały
(poprzez odwrotne przejęcie) akcje fińskiego Summa Defense z sektora obronnego.

Ostatnio „The Wall Street Jounal” napisał, że „wiele
europejskich firm zbrojeniowych rozważa wejście na giełdę, ponieważ członkowie
NATO zwiększają wydatki na armię, a inwestorzy coraz bardziej interesują się
tym sektorem”, przy czym opis zainteresowania inwestorów branżą należy traktować
jako eufemizm. Popyt inwestycyjny dotyczący sektora jest wręcz większy niż ten
w odniesieniu do AI. W ostatnie dwa lata akcje Nvidii zyskały 244 proc., podczas gdy
Rheinmetallu ponad 600 proc.

„Publiczne notowanie na giełdzie pozwala nam dotrzeć do
większej liczby inwestorów i może prowadzić do nowych transakcji dzięki
zwiększonej wiarygodności” – mówił prezes Summa Defense Jussi Holopainen. I dodaje,
że kryzys bezpieczeństwa jest szansą dla spółek zbrojeniowych, potwierdzając,
że to smutna
hossa.  „Rynek rośnie tak szybko, że
nie ma wystarczającej ilości dostępnych mocy” – dodał prezes fińskiej spółki.
Potrzebne są więc inwestycje, a na nie kapitał.

Jedną z dróg jego pozyskania
jest giełda. Przy okazji państwo może upłynnić część swojego pakietu, zgarniając
pokaźny zastrzyk gotówki, aby łatać dziurawy budżet, nie tracąc nad PGZ kontroli. Upublicznienie
wymagałoby podniesienia standardów korporacyjnych, przedstawienia inwestorom
jasnej wizji rozwoju i być może pomogło stworzyć jedno z naprawdę dużych kół zamachowych
polskiej gospodarki na kolejne dekady, a przynajmniej jeden z jej filarów jak
mówił minister obrony. Decyzja może być trudna dla obecnego rządu (niekoniecznie
ze swej istotny, ale z punktu widzenia kompetencji komunikacyjnych), ale chyba
bardziej do obrony, niż pomysł
zakupu przez Polskę akcji Airbusa, zagranicznego koncernu lotniczo-zbrojeniowego.

Michał Kubicki

Źródło:

Ashley Davis

I’m Ashley Davis as an editor, I’m committed to upholding the highest standards of integrity and accuracy in every piece we publish. My work is driven by curiosity, a passion for truth, and a belief that journalism plays a crucial role in shaping public discourse. I strive to tell stories that not only inform but also inspire action and conversation.

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button